Menu

OPINIE EKONOMICZNE

Marek Żeliński: opinie i refleksje do bieżących wydarzeń ekonomicznych i społecznych marek_zelinski@gazeta.pl

Modern Monetary Theory. Nowa droga czy radosna ekonomia?

marek_zelinski

Złość na pewne ograniczenia w rozdawaniu pieniędzy wśród sympatyków teorii lewicowych powoduje poszukiwanie alternatywnych pomysłów. Modern Monetary Theory  (MMT), w wersji polskiej: Nowoczesna Teoria Pieniądza, jest przedstawiana jako alternatywa m.in. dla systemu bankowego wg obecnych rozwiązań. A przypomnę, że (w potężnym uproszczeniu), mamy teraz niezależny bank centralny i skomercjalizowany sektor bankowy. MMT ma swoją dość długą historię i nie ogranicza się tylko do działania sektora bankowego i emisji pieniądza. Moje ograniczenie do tego zakresu wynika głównie z trafienia na stronach Krytyki Politycznej (link pod tekstem) na wpis popularyzujący MMT. „MMT, CZYLI WOJNA O PIENIĄDZE”, Maciej Wróblewski.  Ponadto MMT zaczyna być wymieniania jako alternatywa dla sektora bankowego takiego jaki znamy z gospodarki wolnorynkowej, przez lewicowych komentatorów w Polsce.

W środowiskach lewicowych nie tylko banki i będąca poza zasięgiem rządu emisja pieniądza wzbudzają rozdrażnienie. Wysoce lekkomyślnie podchodzi się też do deficytu finansów publicznych i  długu publicznego. Nowością dla mnie jest głos jednego z czołowych lewicowych publicystów, który próbował lekceważyć bardzo wysoką inflację. Zapewne dlatego, że najczęściej wysoka inflacja jest efektem lewicowych eksperymentów, a lewicowy dorobek makroekonomiczny nie jest zbyt obfity w pomysły na walkę z wysoką inflację. Tu już do akcji muszą wejść liberałowie.

Zanim zacznie się poszukiwać nowej formuły na bankowość i emisję pieniądza, warto sobie zadać pytanie, czy obecna faktycznie jest wadliwa, nawet z perspektywy krytyka. I tu doznaje rozczarowania, bo autor artykułu, o którym wyżej wspominam, w bardzo nierzetelny sposób opisuje działanie sektora bankowego i zasady emisji pieniądza. Artykuł, jak i w niemałych stopniu MMT, pełen jest opisów rzeczywistości opartych na teoriach spiskowych.

Wg autora, Bank Centralny w marginalnym stopniu kontroluje emisje pieniądza. Za tą ostatnią odpowiada sektor bankowy (wiadomo, skomercjalizowany), który rzekomo z emisją pieniądza robi co chce, co powoduje że emisja jest poza kontrolą. Jest to nieprawdopodobna bzdura i to na takim poziomie, że nie wiem od czego miałbym zacząć polemikę. W pewnym sensie jestem tu na przegranej pozycji, bo obalenie twierdzeń autora wymagałoby przynajmniej kilku stron trudnego merytorycznie tekstu i mnóstwa danych. Dane są dostępne na stronach NBP i polecam ich przestudiowanie. Jeżeli ktoś nawet w zarysie zna ilościową teorię pieniądza, zasady działania sektora bankowego i banku centralnego, to szybko zauważa, że autor tekstu zdrowo sobie pofolgował. Moim zdaniem, od autorów tego typu teorii powinniśmy się bezwzględnie domagać dowodów.

Wg sympatyków MMT, emisja pieniądza i odpowiedzialność za nią miałaby być przejęta przez rząd. Dlaczego? Bo w obecnym układzie rządy są rzekomo petentami na rynku kapitałowym, nie mają wpływu na emisję pieniądza i nie mogą decydować o polityce inwestycyjnej banków. W tym ostatnim przypadku chodzi o to ile i komu (jakiej branży) udzielamy kredytów.

Słabością MMT, w przekazie Macieja Wróblewskiego, jest wiara w to, że politycy podejmują tylko trafne decyzje i że wiedzą co jest potrzebne gospodarce oraz w którą branżę należy inwestować, a w którą nie.

W rzeczywistości dostęp do finansowania deficytu finansów publicznych nie jest problemem o ile rząd prowadzi racjonalną politykę. Wtedy, hojną ręką, pieniądze pożycza nawet kapitał zagraniczny. Problemy z finansowaniem mają głównie te kraje, w których politycy za aprobatą społeczeństwa, zaczynają naruszać zasady bezpieczeństwa finansowego kraju. A już tak na marginesie, nigdy nie rozumiałem jak (z ideologicznego punktu widzenia) to możliwe, że ludzie z antypatią do zagranicznego kapitału chcą finansować swoje lewicowe wizje tymże kapitałem.

Nie wiem skąd przekonanie, że politycy wiedzą w co i ile inwestować, co kredytować. Możemy za wadę kapitalizmu uważać, że posiadacze kapitału sami decydują w co dają pieniądze. Owszem, kierują się stopą zwrotu, ale jak wskazują doświadczenia wielu krajów, społeczeństwa z gospodarką wolnorynkową żyją lepiej niż te z gospodarką silnie regulowaną. Zresztą autor tekstu ma tu problem z argumentacją, powołując się na czasy powojenne. O ile zaraz po wojnie silny udział państwa w gospodarce jest uzasadniony, to później już niekoniecznie.

Państwo jest słabym inwestorem. Autor nieopatrznie przywołał przykład sektora stoczniowego. Politycy po 89-tym usilnie próbowali odtworzyć silny sektor stoczniowy i niestety skończyło się to porażką. Przyczyną było kierowanie się czynnikami politycznymi,  a nie ekonomicznymi. Podobnie z lotniskami regionalnymi. Kilka z nich to nietrafione inwestycje. Słynne lotnisko w Radomiu powstało tylko dlatego, że żaden z politycznych decydentów nie ryzykował własnych pieniędzy. Publicznych pieniędzy się nie szanuje.

Rozbawiła mnie teoria o zbieraniu ewentualnej nadwyżki pieniędzy wyemitowanych przez rząd. Miałyby w tym pomóc podatki. Spójrzmy więc jak to wygląda obecnie. Za sprawą PiS naród stał się lewicowy. Polakom spodobało się rozdawanie pieniędzy w postaci 500+ itd. Wszyscy uwierzyli, że możemy mieć państwo socjalne bez podnoszenia podatków. Nie jest niestety tak, że 500+ jest obojętne dla finansów publicznych i nie jest tak, że podatki nie są podnoszone. PiS wprowadził podatek bankowy, nie obniżył lub nie zniósł (wbrew obietnicom) podatków jak VAT i tzw. podatku od kopalin. Mało kto zauważa, że duża część progów w przypadku świadczeń lub podatków (w tym PIT) nie została zmieniona w ostatnich trzech latach. Politycy PiS są świadomi, że otwarte mówienie o podnoszeniu podatków grozi polityczną klęską. Nawet lewicujący Robert Biedroń w niedawnej inauguracji nie odważył się wspomnieć o podwyżkach podatków, za to chętnie mówił o wydatkach. Jak w takim razie rząd, wg MMT, będzie ściągał nadwyżki pieniądza podatkami? Jaki polityk się odważy?

Zanim lewicujący komentatorzy zaczną zmieniać zasady funkcjonowania sektora bankowego i państwa, proponuje przyjrzeć się obecnym. Przede wszystkim rozwiązania makroekonomiczne w ramach gospodarki wolnorynkowej są niebywale zróżnicowane w poszczególnych krajach. Sektor bankowy jest pod silną kontrolą dedykowanych organów nadzorczych i banków centralnych. Stąd opowieści, jak to bankowcy robią co chcą, można sobie między bajki włożyć.

Wbrew sugestiom artykułu z którym polemizuję, państwo jest aktywne w wielu obszarach gospodarki. Ustala podatki, płacę minimalną, inwestuje w infrastrukturę, reguluje zasady funkcjonowania sektorów gospodarki i udział w nich jako współwłaściciel, udziela gwarancji. Itd. itd.

Nie widzę potrzeby by państwo, przejmując niektóre funkcje sektora bankowego i banku centralnego, miało inwestować/kredytować wybrane sektory gospodarki. Będzie to pewnie temat sporów do końca świata, ale mamy aż nadto nawet własnych przykładów by zauważyć, że państwo niekoniecznie jest lepsze od rynku. Nie twierdzę, że jestem przeciwnikiem państwa w ogóle w gospodarce jako właściciela i inwestora. Są sektory strategiczne i mogą być przypadki gdy inwestor prywatny nie będzie chciał ryzykować swojego kapitału. Jednak co do zasady, inwestor państwowy słabo się sprawdza. Gdyby jednak państwo miało decydować o tym, które sektory finansować i rozwijać, a które nie, to na jakich zasadach? Kto i jaką poniesie odpowiedzialność za nietrafione inwestycje?

W komentowanym artykule o MMT jest też mowa o sektorze bankowym należącym do państwa lub spółdzielczym. Jak ktoś chce, to możemy poeksperymentować z bankiem, który finansuje to co politycy mu wskażą. Pytanie tylko jak ryzyko takiej działalności ocenią organy nadzorcze (np. KNF). Czy taki bank będzie mógł dowolnie kształtować strukturę portfela i nie będzie podlegał zaleceniom ostrożnościowym? Czy taki bank będzie przepompowywał oszczędności Polaków w nierentowne sektory? Kto w ostateczności za to zapłaci. Autor tekstu mile wypowiada się o bankach spółdzielczych. Ale nasze doświadczenia nie wskazują by miały one odegrać większą rolę. Doświadczenia ze SKOK-ami są złe. Ingerencja polityków w SKOK-i skończyła się tragicznie. Kosztami błędów zostały obciążone banki komercyjne, a nie politycy.

 

Link do artykułu

http://krytykapolityczna.pl/gospodarka/mmt-wojna-o-pieniadze/

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Iwo_A] *.cdn77.com

    Nie wiem, gdzie Pan znalazł na stronach NBP potwierdzenie ilościowej teorii pieniądza (sądzę, że nigdzie) ale np. Bank of England jasno i wyraźnie pisze, że oględnie mówiąc nie ma Pan racji w przeciwieństwie do MMT. www.bankofengland.co.uk/quarterly-bulletin/2014/q1/money-creation-in-the-modern-economy

    Poza tym MMT to deskryptywna TEORIA PIENIĄDZA a nie rozważania na temat sensowności działań podejmowanych przez polityków.

    P.S. Na dniach wydawnictwo Heterodox wyda polską wersję "Primer to the Modern Money Theory" R. Wray'a. Polecam.

  • marek_zelinski

    Nigdzie nie napisałem, że informacje o ilościowej teorii pieniądza znalazłem na stronach NBP. To akurat informacja dość powszechna i łatwa do pozyskania. Natomiast na stronach NBP są dane, które przeczą sugestiom jakoby bank centralny nad niczym nie panował, a banki robiły rzeczy owiane tajemnicą i co tylko zechcą. Proste dynamiki, wsk. struktury czy przyrównanie do PKB, sprowadzają sympatyków cudownych teorii do parteru. To dlatego popularyzujący MMT publicysta wolał do danych nie sięgać. I nie on jeden.
    W zaproponowanym przez Pana materiale są linki do dwóch pdf-ów. Jeden z nich prezentuje m.in. agregaty pieniężne. Właśnie analizę tych agregatów proponuje sympatykom MMT. Dalej jest nawet wykres, na którym widać jak szaleńczo i niespodziewanie dynamiki ulegają zmianie.
    Dyskusja o tym jakie czynniki decydują o kreacji pieniądza przypomina trochę spór o początek życia na Ziemi. Spór o to co było pierwsze, jajko i kura, nie zmienia faktu, że nie ma co wymyślać bajek i cudacznych teorii dotyczących pieniądza.
    Ilościowa teoria pieniądza ( i jej odmiany) oraz teoria z agregatami to spojrzenie na ten sam temat z dwóch perspektyw i z użyciem nieco odmiennego instrumentarium.

    Sympatycy MMT mają brzydką skłonność do przedstawiania MMT w kontrze do niegodziwego sektora bankowego i będących poza zasięgiem polityków banków centralnych.
    Co do tego czym jest a czym nie jest MMT..zwróciłem uwagę (tzn. zaznaczyłem w tekście), że opisuje MMT w m.in. w kontekście i w sposób w jaki popularyzuje ją autor artykułu, który komentowałem. Sądzę, że zrobiłem to dość wyraźnie.

    MMT jest dość popularna w środowiskach lewicowych. Powód popularności MMT w środowiskach lewicowych, nie jest przypadkowy. Ekonomiści kojarzeni z tą teorią akcentują znaczenie czynnika państwowego/rządowego itp. z procesie kreacji i kontroli pieniądza, aktywnej roli państwa w gospodarce itd. I m.in. z tego powodu trudno tak całkiem na poważnie tą teorię traktować.

  • Gość: [Iwo_A] *.cdn77.com

    Sugestie jakoby bank centralny nad niczym nie panował są moim zdaniem Pana zbyt daleko idącą nadinterpretacją. Banki robią to co zechcą - to jest wyraźnie napisane w linkowanej przeze mnie i autora artykułu publikacji Banku Anglii. Oczywiste powinno być jednak dla ekonomisty, że chcą to co przynosi im zyski stąd struktura agregatów pieniężnych wygląda tak jak wygląda.
    Pan najwyraźniej tej publikacji Banku Anglii nie przeczytał dokładnie a agregaty prezentują dane i nie są z żadną teorią związane więc nie ma sensu ich mieszać do tej dyskusji.
    Dla przypomnienia teoria ilościowa twierdzi, że bank aby pożyczyć musi najpierw pozyskać depozyt i w efekcie o wysokości akcji kredytowej decyduje ilość pozyskanych wcześniej depozytów - jest to całkowicie błędne i już nie jest nauczane na uczelniach ekonomicznych.

    Co do ostatniego Pana akapitu to się zgadzam, jednak Pana tutaj nie rozumiem - zaczyna Pan od krytyki MMT za ignorowanie roli banku centralnego a kończy zarzutem, że zwolennicy MMT przeceniają rolę czynnika państwowego.
    Czyżby uważał Pan, że bc nie jest częścią sektora publicznego? A kto mianuje jego szefa? A kto pełni funkcję banku państwa? A kto jest wpisany do konstytucji? A kto pełni ważne państwowe funkcje (stabilność cen, bezpieczeństwo finansowe)?

    Na koniec dodam tylko, że polityka NBP zwana "wait and see" czy efekty QE są dowodem na słuszność opisu sektora bankowego przedstawianego przez MMT.

  • marek_zelinski

    Proponuje ponownie przeczytać zdanie o banku centralnym w mojej polemice. W zasadzie, to należałoby jeszcze dodać innych kontrolerów sektora bankowego. W naszym przypadku KNF i ewentualnie BFG.
    Banki są instytucjami komercyjnymi (większość sektora) i mogą dokonywać swobodnych wyborów w ramach wyznaczonych przez prawo. Mają też prawo kierować się zyskiem i nie widzę w tym niczego zdrożnego. W ramach sektora działają banki zależne od skarbu państwa i banki spółdzielcze. Przypomnę, że banki państwowe też działają dla zysku. Mamy też sektor spółdzielczy. Sektor spółdzielczy stanowi małą część sektora bankowego, m.in. dlatego, że dla wielu klientów nie stanowi odpowiedniej alternatywy. Do tego doszły przykre doświadczenia ze SKOK-ami, które w ostateczności musiały być ratowane (poprzez BFG i nie tylko) przez banki komercyjne, prywatne. Mamy też doświadczenia z PRL-u i nie tylko. To wystarczająco dużo doświadczeń tylko z własnego podwórka, by zwolenników alternatywnych teorii zachęcić do ostrożności i powstrzymywania swojej fantazji.
    Kwestię agregatów i teorii dot. pieniądza postrzegamy najwyraźniej inaczej. I nie mam nic przeciwko, żeby tak pozostało. Tak już bywa, że ludzie mają różne poglądy i/lub wyciągają różne wnioski z tych samych faktów. Wykres agregatów (z angielskiego opracowania) , o którym wspomniałem, jest jaki jest i nic z tym Pan nie zrobi.
    Proszę zapoznać się z teoriami klasyfikowanymi jako ilościowe. Notabene nie napisałem, że teorie te są święte i w 100% wyjaśniają problematykę pieniądza. Po prostu dobrze pokazują zależność głównych parametrów. To co można w nich cenić to realizm i brak odnoszenia się do spiskowych teorii by wyjaśnić mniej lub bardziej skomplikowane zjawiska ekonomiczne. Bardzo Pan skrócił ilościową teorię pieniądza.
    Co do ostatniego zapisu, to chyba znowu nie zostałem zrozumiany. MMT akcentuje rolę czynnika państwowego, podporządkowując bank centralny woli decydentów wybranych w procesie demokratycznym (czyli politykom). Mamy wystarczająco dużo doświadczeń, by uważać to za pomysł chybiony. Jak na razie, lepiej rozwijają się państwa, gdzie działa gospodarka wolnorynkowa, a nie pozbawieni odpowiedzialności decydenci polityczni.
    Co do NBP. Jest określony w konstytucji, bo gdzieś musi. Zapis o NBP w konstytucji ma właśnie utrudnić wykorzystywanie bc przez polityków. Jeżeli bc nie ma być wait and see, to czym ma być? Ma ładować pieniądze w przekop Mierzei Wiślanej i w lotnisko w Radomiu?

    Proszę sprawdzić, czy NBP jest na liście podmiotów zaliczanych do finansów publicznych (GUS). Ja sprawdzałem. Możemy, w uproszczeniu, do finansów publicznych NBP zaliczyć, tylko że na co to ma być dowód??

© OPINIE EKONOMICZNE
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci