Menu

OPINIE EKONOMICZNE

Marek Żeliński: opinie i refleksje do bieżących wydarzeń ekonomicznych i społecznych marek_zelinski@gazeta.pl

Rząd powinien podnieść ceny energii elektrycznej dla gosp. domowych. Sorry.

marek_zelinski

W ostatnich tygodniach na jeden z czołowych politycznych tematów wyrosła energia elektryczna. Chodzi oczywiście o ewentualne podwyżki cen energii dla gospodarstw domowych. Temat podwyżek kosztów prowadzenia gospodarstwa domowego to nie lada gratka dla opozycji. Jak tylko w mediach pojawiła się informacja o podwyżkach cen energii, to co kilka dni mieliśmy sprzeczne komunikaty prezentowane przez przedstawicieli rządu. Zaczęło się od potwierdzenia podwyżek. Potem było o rekompensatach, aż w końcu premier zakomunikował: podwyżek cen energii dla gospodarstw domowych nie będzie w przyszłym roku. Jak będzie ostatecznie zobaczymy, bo premier Morawiecki znany jest z niebywałej ‘niedokładności’ informacyjnej również w tematach ekonomicznych.

Temat wzrostu cen nie wziął się oczywiście z sufitu. Nasz elektroenergetyka oparta jest głównie na węglu, w tym kamiennym. Cena węgla kamiennego rosną od dwóch lat w tempie rzędy 20% rocznie. Tymczasem gospodarstwa domowe praktycznie w ogóle nie odczuły tego w cenach energii elektrycznej. Patrząc na ceny energii elektrycznej poprzez dane dla koszyka inflacyjnego, można powiedzieć, że ceny energii dla gosp. domowych w zasadzie nie ulegają zmianom od czterech lat. Media i opozycja pochwyciły temat, rząd się wystraszył spadków z sondażach i wzrostu cen ma nie być. Słusznie, czy nie? Moim zdaniem nie. To błąd.

W strukturze zużycia energii przez gospodarstwa domowe, energia elektryczna nie odgrywa najważniejszej roli. Ważniejsze są: węgiel kamienny, ciepło z sieci, benzyna i gaz ziemny. Podobne znaczenie (w strukturze zużycia energii ogółem) ma olej opałowy i drewno. Około 10%.  

W czasach gdy wzrosty cen węgla na runku krajowym i światowym był podobne do obecnych lub większe, rządy miały odwagę podnosić ceny energii średnio o kilka procent rocznie. Czasami, wzrost cen energii rozkładano na dwa lata. Amortyzowano w ten sposób znaczny wzrost cen węgla, np. z lat 2009-2012. Średni wzrost cen energii elektrycznej, wg informacji dla koszyka inflacji, z lat 2005-2012, to nieco ponad 6% rocznie.  Wzrosty roczne wynosiły od 1,6%, do aż 12% (2008 r.).

Biorąc pod uwagę powyższe informacje, wstrzymywanie podwyżek dla gosp. domowych w 2019 r. nie ma żadnego uzasadnienia. Ceny szeregu innych i ważniejszych grup towarów i usług są w mniejszym lub większym stopniu poddane rynkowym regułom ustalania cen. Np. żywność, opał, paliwa do samochodów itd. Dlaczego więc energia elektryczna ma być całkowicie odizolowana od kosztów (surowców), które kształtują jej cenę? Zapewne dlatego, że państwo i wyznaczone przez nie urzędy (w tym wypadku URE) mogą o tych cenach decydować. Podejrzewam, że URE zgodziłaby się na przynajmniej na solidne kilkuprocentowe podwyżki cen prądu w 2019 r. Wydaje się, że URE może nie mieć przed czym nas bronić, bo przedstawiciele rządu zdają się apelować do firm sektora energetycznego o niepodnoszenie cen. Jak ostatecznie firmy energetyczne to rozegrają, zobaczymy.

Powstrzymywanie zmian ceny prądu narusza (wypacza!) rachunek ekonomiczny w gospodarce rynkowej. Większość gospodarstw domowych może zredukować zużycie prądu lub zrezygnować z innych wydatków. Dobro/usługa nazbyt tania, nie jest szanowana. Tak właśnie było w gospodarce socjalistycznej w czasach PRL.

Jednym z pomysłów jest większe przeniesienie wzrostu kosztów produkcji energii na podmioty gospodarcze. To moim zdaniem nieuczciwe i nielogiczne. Końcowy efekt będzie taki, że wzrost cen energii odczujemy w cenach codziennie nabywanych towarów i usług. Po co się więc oszukiwać?

Rozumiem, że politycy chcą chronić gosp. domowe przed zbyt dużym wzrostem cen prądu. Ok., można to zrozumieć. Ochronie jednak powinna podlegać tylko ta część gospodarstw, która ma wyjątkowa małe dochody. Po drugie nikt nie oczekuje, że wzrost cen surowców od razu w skali 1:1 będzie przerzucony na gospodarstwa domowe. Pamiętajmy, że przemysł wraz z budownictwem odpowiada tylko za ok. 46% zużycia energii. Pozostała część to głównie gosp. domowe i podmioty rejestrowane w miejscu zamieszkania. 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • kpdwiejak

    powinien!?

  • Gość: [Al] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    To jest tak zwana walka ze smogiem. Obywatelu nie pal węglem, ale gazem ( my w ramach nagrody podwyższymy jego cenę) Obywatele kupujcie hybrydy, to daje czyste powietrze i oszczędności ( my podwyższymy cenę prądu)
    Takie to normalne.

© OPINIE EKONOMICZNE
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci