Menu

OPINIE EKONOMICZNE

Marek Żeliński: opinie i refleksje do bieżących wydarzeń ekonomicznych i społecznych marek_zelinski@gazeta.pl

Bezwarunkowy dochód podstawowy. Ekonomiczna mrzonka.

marek_zelinski

Temat bezwarunkowego dochodu podstawowego powoli staje się coraz bardziej znany w Polsce. Temat popularyzują, kojarzeni z lewicą, sympatycy dochodu podstawowego. Coraz częściej też media krajowe informują o inicjatywach i eksperymentach z dochodem gwarantowanym (bo i tak jest nazywany) przeprowadzanych w różnych częściach świata.

Do wpisu na blogu popchnął mnie artykuł Macieja Szlindera udostępniony na gazeta.pl. Tytuł: Szlinder: 1000 plus to nie utopia. Dochód podstawowy zachęca do pracy i da się go sfinansować. Pełny link do artykułu podaje na końcu.

Sam siebie zaliczam do ekonomistów stojących twardo na ziemi, czego nie mogę powiedzieć o osobach propagujących dochód podstawowy. Wiem, że stygmatyzowanie kogoś za jego poglądy może być źle postrzegane, ale popularyzatorzy dochodu gwarantowanego nadmiernie korzystają z manipulacji i świadomie unikają dokładnych wyliczeń. Więcej w tym filozofowania niż ekonomii.

Idea dochodu podstawowego jest szczytna: każdy z nas ma dostawać co miesiąc i bezwarunkowo stałą kwotę, co ma nam dać poczucie bezpieczeństwa i możliwość chociaż częściowego kształtowania własnego życia bez ekonomicznego przymusu. Brzmi super. Ale tylko brzmi. Temat dochodu gwarantowanego jest szeroki, więc ja się tylko ograniczę do głównych myśli zawartych w tekście autora.

 „Bezwarunkowy dochód podstawowy nie tylko ludzi nie rozleniwia, ale też powoduje, że stają się bardziej aktywni ekonomicznie i pracują więcej”.

W tekście jest przykład testu na uczestnikach wykładu ws reakcji na otrzymywanie 1000 zł. Uczestnicy stwierdzili, że dochód do pracy ich nie zniechęci. I to miał być dowód, że dochód podstawowy nie będzie destrukcyjny dla rynku pracy. Tylko, że….oparł się na przykładzie relatywnie małego dochodu. I tu pojawia się jedną z najważniejszych pytań do zwolenników dochodu gwarantowanego: to ma być faktycznie dochód gwarantujący bezpieczeństwo, czy inna forma pomocy społecznej? Pytanie bardzo ważne, bo wszystkie przeprowadzane do tej pory eksperymenty w obszarze dochodu gwarantowanego dotyczą kwot porównywalnych z kwotą odpowiadającą minimum egzystencji lub podobnym kwotom. I to, że większość z nas mimo otrzymywania  1 tys. zł. pójdzie do pracy nie jest żadnym odkryciem.

M.Szlinder podał też m.in. przykład z Indii (ten przykład dość często jest w Polsce przytaczany). Przykład który nijak do nas nie pasuje i dotyczy czego innego. Otóż mieszkańcy kilku wsi dostali ‘bezwarunkowe’ pieniądze. Mieli za nie tworzyć i rozwijać miejsca pracy, dostęp do edukacji budować sanitariaty itd. Tylko, że u nas jest dostęp do edukacji (a nawet obowiązek), sanitariaty, a eksperymenty z tworzeniem miejsc pracy, szkoleniami  i wsparciem z Funduszu Pracy na założenie własnej działalności dają dość mieszane rezultaty. W Indiach chodziło raczej o szukanie sposobu na pomoc dla rejonów totalnie cywilizacyjnie zapóźnionych, gdzie państwo ze swoimi instytucjami do tej pory w ogóle nie docierało.

Kłam braku destrukcyjnego wpływu łatwo otrzymanych pieniędzy na chęć do pracy zadają skutki 500+. Wyniki badań BAEL (dostępne m.in. na stronach GUS) podają, że z rynku odeszło między 50 tys.  a 100 tys. kobiet po wprowadzeniu 500+. I to kobiet w najlepszym wieku produkcyjnym.

„….większa liczba osób obecnie nieaktywnych zawodowo uznała, że dzięki temu świadczeniu mogłaby rozpocząć własną drobną działalność gospodarczą. Zgodnie z wynikami tej ankiety podaż pracy nie spadłaby, ale by wzrosła.” Takie wyniki i wnioski M.Szlinder wysnuł z ankiety przeprowadzonej w Hiszpanii.

Wątpliwe, czy wręcz nierealne. Ponadto M.Szlinder oparł się na deklaracjach, a nie faktach. W Polsce konkurencja jest już tak duża, że nie jest łatwo tworzyć kolejne małe firmy. Bezrobotni dostawali swego czasu różne dofinansowania, a państwo oferuje szereg bodźców finansowych i niestety eksplozji firm nie ma, bo nie może być. Problem można zresztą odwrócić. Po co dawać 1 tys. zł, skoro można zmniejszyć lub zrezygnować z popierania podatków o podobną kwotę? Tylko, że to byłoby nie lewicowe, tak ?

„więcej bezwarunkowy dochód podstawowy w tej grupie (MŻ: chodzi o ludzi młodych) miałby również walor emancypujący młodych. Umożliwiałby im bowiem wybranie własnej drogi życiowej, np. kształcenie się bez konieczności zarabiania i bez skazania na zależność finansową od rodziców”.

Młodzież może kształcić się i teraz. Już teraz też mamy problem kształcenia się na kierunkach niedających gwarancji zatrudniania. Produkujemy tysiące sfrustrowanych studentów, którzy kończą studia z wysokim mniemaniem o sobie przy jednoczesnym braku miejsc pracy. Nie mam nic przeciwko powiększaniu wiedzy itd. Nie sądzę jednak by państwo miało to bezwarunkowo finansować. To po prostu strata pieniędzy. Nie ma co ukrywać, że wybierając tzw. własną drogę życiową, musimy brać pod uwagę to kogo na rynku szukają, a niekoniecznie to co chcielibyśmy robić. A finansowanie wyższych potrzeb intelektualnych?? Nie sądzę, żeby to miał być problem państwa.

No i finansowanie dochodu gwarantowanego czy podstawowego, jak kto chce.

To temat budzący, co zrozumiałe, największą ciekawość, bo mowa o setkach mld zł rocznie. I tu przeżywam za każdym razem największe rozczarowanie, bo zwolennicy bezwarunkowego dochodu piszą o tym dosyć ogólnie lub wcale. M.Szlinder wybrał pierwszą wersję. Ogólnie, oznacza wybranie kilku informacji, stwarzających pozory naukowości i wyliczenia wszystkiego do złotówki.

Wiemy ilu jest dorosłych Polaków, jaki jest finansowy wymiar finansów publicznych itd. Skoro wg M.Szlindera dochód w wysokości 1 tys. miałby dostać każdy dorosły co miesiąc, to robi się nam kwota rocznych wydatków rzędu…….360 mld zł. Ups. Skąd pieniądze? M.Szlinder proponuje podnieść wpływy publiczne do poziomu jak we Francji. Wpływy publiczne Francji w relacji do PKB to 54%. Polskie: 40% (dane Eurostat za 2017 r.). Każdy z dorosłych (liczyłem osoby 20+) musiałby wpłacić niemal 800 zł miesięcznie. Jeżeli wpływy miałyby wygenerować tylko osoby pracujące, to stawka rośnie niemal dwukrotnie.

Niestety dodatkowe obciążenie się do poziomu ‘jak we Francji’ dałoby tylko ok. 280 mld zł. Do 360 brakuje więc jeszcze 80 mld. I tu okazuje się, że wprowadzenie dochodu gwarantowanego polegałoby częściowo na zmianie ……nazewnictwa m.in. emerytur. Całość lub część emerytury to byłaby właśnie część gwarantowana. Niestety nie rozumiem jak miałoby to wyglądać w przypadku osób pracujących. Wg niektórych teorii, otrzymywane wynagrodzenie w część byłoby gwarantowane. Tak też wynika z tekstu M.Szlindera. Po co ta zabawa? Nie wiem.

W ramach szukania finansowania na dochód gwarantowany/podstawowy, pada w końcu i taka rozbrajająca propozycja:

„deficyt budżetowy – stanowczo zbyt demonizowany w dzisiejszych mediach i ekonomii głównego nurtu. Jest on bowiem normalnym narzędziem polityki gospodarczej, bardzo użytecznym z perspektywy rozkręcania koniunktury.”

Otóż deficyt nie jest kwestią demonizowania a odpowiedzialności za stan finansów publicznych. Nie ma co zwiększać deficytu na finansowanie dochodu gwarantowanego, bo Polska od lat ma z deficytem problem. W okresie ostatnich kilkunastu lat, średni deficyt w relacji do PKB wyniósł ok. 4%. To dużo. W niektórych, trudnych gospodarczo latach, deficyt sięgał 6% i 7%. To bardzo niebezpieczne wielkości. Gdyby go zwiększać, to kłopoty mamy gotowe. Ciekaw jestem czy twórcy teorii z dochodem gwarantowanych, deficytem w ogóle się przejmowali do tej i w ogóle wykazali nim zainteresowanie.

Ciekaw jestem, gdzie w tym wszystkim jest miejsce na, na przykład, wzrost nakładów na służbę zdrowia. Swobody w wymyślaniu wydatków, przy braku krępowanie się finansami publicznymi, możne lewicowym myślicielom pozadrościć.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23636784,1000-plus-to-nie-utopia-dochod-podstawowy-zacheca-do-pracy.html

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [kapinorm] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Inicjatywa fajna podoba mi się zamysł tego dochodu podstawowego, ale ze względów ekonomicznych to nie będzie miało miejsca Polska chyba jeszcze jest za biedna żeby dopłacać obywatelom sumy pieniężne do tego też znowu się zacznie jak walka o 500 plus komu się to należy komu nie i zaraz wyjdzie z tym jak z różnorakimi zapomogami dla biednych polaków że trzeba wykazać brak dochodu w 3 miesiacach wstecz zeby móc się ubiegać o taki dodatkowy dochód bo tak wyglądają teraz realia.

  • Gość 31.135.192.*

    Myślę że to kwestia podejścia. Jak ktoś jest sumienny i przykładny to dobrze potrafi zarządzać pieniędzmi. Inwestycja tylko weryfikowana się zwróci

© OPINIE EKONOMICZNE
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci